WSS nr 2 w Jastrzębiu Zdroju:
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 2 w Jastrzębiu Zdroju
Nasz Śląsk ma takie piękne hasła:
Nie reagujesz, akceptujesz!
Nasz kanał RSS i Atom
Możesz także dodać nasz kanał informacyjny do swojego czytnika - masz do wyboru dwa formaty: ATOM oraz RSS
Zeskanuj link na komórkę
QRCode - Link do tej strony

Jastrzębie Zdrój - niespełna stutysięczne miasto na samym skraju województwa śląskiego. Miasto, które swoje złote lata przeżywało w czasie PRL-u. Ale Jastrzębie jest miastem ładnym, miastem czystym. Stoi jednak w Jastrzębiu jeden blok, w centrum miasta, naprzeciwko nowej siedziby największego jastrzębskiego pracodawcy - najgorzej zarządzany i najgorzej utrzymany blok mieszkalny w mieście. To jest moje Jastrzębie, to jest mój Śląsk ...

15 października 2013

Co tam błędy, zaniedbania... To nie moje, byle do wypłaty...

czyli jak błąd za błędem przechodzi w niepamięć...

To nie jest tylko marnowanie czy wyrzucanie pieniędzy tak jak w przypadku instalacji antenowej. Następnym razem to już nie będą gdzie można podziwiać niefrasobliwość administracji - to będą schodzy na których ktoś sobie połamie nogi; następnym razem to już nie będzie instalacja elektryczna przemieszana ze śmieciami - to będzie instalacja, która spowoduje pożar a może i śmierć ludzi.

Przez te wszystkie lata (począwszy od okresu, kiedy zgłaszałem to jako pracownik szpitala) szpital nie odpowiedział na żadne pismo, gdzie opisywałem pogarszający się stan mieszkania należącego do szpitala. Najmniejszego zainteresowania, nawet nikt nie sprawdził czy to co opisuję istotnie ma miejsce. Tak jakby ktoś uznał, że to nie jego sprawa.

Kiedy niemal na siłę udało mi się ściągnąć te dwie czy trzy osoby do których obowiązków należało zajęcie się tym kończyło się to na "tak, tym się trzeba zająć", przyznaniem, że to sprawa administracji szpitala. Po czym... na tym wszystko się kończyło, ...

W sumie... Ciekawa sprawa, szpital, w którym mogą zaginąć pisma zgłaszające jakieś nieprawidłowości w działaniu instalacji wodociągowej czy elektrycznej, w którym mogą zostać zignorowane kolejne błędy popełnione przy okazji jakichś prac. Bo komuś się nie chce tym zająć, bo komuś to nie pasuje do CV, bo musiałby zrezygnować z kolejnej porannej kawy?

Przecież to jest instytucja utrzymywana de facto z publicznych pieniędzy, gdzie za życie i zdrowie nie tylko pacjentów, ale i pracowników (czy nawet odwiedzających) odpowiada nie tylko personel medyczny, ale także dział techniczny czy osoby zajmujące się zarządzaniem. Dziwne, prawda?

Przeczytaj cały artykuł  >>>>


24 czerwca 2013

Z upoważnienia Marszałka województwa śląskiego...

czyli czy ktoś tak naprawdę wie jak zarządza się majątkiem publicznym? [Aktualizacja: 7 lipca 2013]

Gospodarny śląsk? Czy aby na pewno?

Ta strona nie powstała nagle - na jej obecny kształt miało wielu ludzi, do których obowiązków należało dbanie o ten budynek i jego mieszkańców. To właśnie oni dostarczyli mi taką obfitość materiałów pokazujących, jak źle może wyglądać zarządzanie majątkiem publicznym. Właściwie to można powiedzieć, że ta strona powstała tylko dzięki nim.

Tylko tutaj nachodzi mnie pewnego rodzaju refleksja... Przecież oni nie dbali ot tak sobie o niczyj majątek - ten budynek miał zawsze konkretnego właściciela. To nic, że właściciel (de facto była to instytucja: najpierw Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju, dziś Urząd Marszałkowski województwa śląskiego) planował czy też planuje budynek sprzedać czy oddać.

Wydawać by się mogło, że zarządzaniem majątkiem jakby nie było publicznym zajmują się specjaliści. Wiedzący co robią, umiejący odpowiednio zareagować czy planować.

Przeczytaj cały artykuł  >>>>


13 czerwca 2013

Słów kilka o bezpieczeństwie lokatorów - część II

czyli zagrożenie znane, łatwe do sprawdzenia ale po co się przejmować...

Kolejny pożar, kolejna straż pod blokiem...

Jeśli opisane wcześniej kable elektryczne leżące wśród śmieci przez kilka lat nie stanowią zagrożenia pożarem (bo przecież nic się nikomu nie stało) to może jest wszystko w porządku? Administracja na pewno może spać spokojnie, a lokatorzy?

Straż pożarna przed blokiem to wynik dwóch podpaleń... Chociaż dziwię się, że tylko dwóch, bo okazji i warunków do tego, żeby tu się stała tragedia było więcej (chociażby i opisywany przeze mnie wieloletnie ignorowanie stanu instalacji elektrycznej). Ale nie tylko to...

Ten budynek już od dawna samym swoim wyglądem przyciąga bezdomnych i pijaczków szukających miejsca do "przekimania się" w jakimś kącie. Śmietnik dookoła budynku, wiszące na zawiasach drzwi, rozpadające się schody czy nieoświetlone klatki schodowe aż krzyczały ten blok nie ma gospodarza. Pootwierane tygodniami, miesiącami czy nawet latami pomieszczenia gospodarcze tylko potwierdzały ten fakt. I jakoś to nikomu nie przeszkadzało...

Przeczytaj cały artykuł  >>>>


6 czerwca 2013

Słów kilka o bezpieczeństwie lokatorów - część I

czyli co się gubi w szalonym pędzie do pozbycia się bloku... nie widząc... nie słysząc... nie myśląc?

Kiedyś widok straży pożarnej przed blokiem może oznaczać tragedię

Kiedy czasem się czyta, że gdzieś się zarwał dach, gdzieś spłonął budynek socjalny, gdzieś ktoś został porażony prądem z powodu niesprawnej instalacji można jedynie współczuć i powiedzieć: no pech, niektórych rzeczy się nie przewidzi. Czy aby na pewno?

Tu wielokrotnie już miałem się okazję upraszać o coś administrację bloku i przyglądając się temu, raczej bym powiedział, że administracja o wszystkim wie - to, że nie przyjmuje tego oficjalnie do wiadomości czy stara się zignorować, to już całkiem co innego.

To przechodzenie obok czy ignorowanie czasem oczywistych faktów każdy zna - wszak polska profizorka jest przysłowiowa (przecież wytrzyma) - i każdy się z tym kiedyś spotkał. Tu się jednak w końcu może skończyć fatalnie i widok straży przed blokiem może w końcu oznaczać prawdziwą tragedię...

Ponieważ temat jest trochę obszerny jak na jeden artykuł, dziś część pierwsza, choć można powiedzieć, że wszystkie będą się wiązać w trochę smutną całość. Ot, taki kawałek dobrego PRL-owskiego zarządzania na naszym europejskim Śląsku... Piszę PRL-owskiego, bo tak to wygląda jak z poprzedniego okresu: "przecież to nie moje i tak to oddam, a pensję i tak dostanę".

Przeczytaj cały artykuł  >>>>


31 maja 2013

Jastrzębski szpital, karaluchy... i my

czyli, tak dzisiaj na śląsku rodzą się slumsy

Karaczan prusak (Blatella germanica) - nasz bohater na spacerze po korytarzu

Pozbywając się tego budynku w 2007 roku, szpital pozostawił mieszkańców nie tylko z bagażem wieloletnich zaniedbań, ale pozostawił po sobie coś więcej... coś co w połączeniu ze słowami: szpital, sterylność, higiena brzmi trochę dziwnie... KARALUCHY.

Skąd w budynku należącym przez lata do jastrzębskiego szpitala, w budynku gdzie urzędowała cała szpitalna biurokracja karaluchy? Podobno tam gdzie ludzie, tam i karaluchy, co niekoniecznie jest prawdą, ale czasem ludzie bardzo pomagają karaluchom... Tu raczej bym wierzył słowom jednego ze starszych pracowników szpitala, który opowiadał mi o swojej wizycie w piwnicach tego budynku.

Opowiadał, że będąc w piwnicach po jakiś sprzęt okazało się, że stworzono tam tymczasowy skład odpadków medycznych, których dopiero później miano się pozbyć. Wśród tych odpadków dało się zauważyć spore ilości karaluchów - nic dziwnego stworzono im świetne warunki... Nie mam powodu nie wierzyć, sam widziałem jakim składowiskiem niepotrzebnych rupieci były piwnice "biurowca". Zresztą, zdaje się, że i dziś jest tam niezły śmietnik...

I tak to karaluchy zagościły na stałe w budynku, którego trzy pierwsze kondygnacje zajmowała dyrekcja i biura jastrzębskiego szpitala, a wyższe kondygnacje głównie średni personel medyczny, pracownicy działu technicznego i lekarze. Co ciekawe, przez prawie dzisięć lat, kiedy mieszkając tu budynek był własnością Szpitala Wojewódzkiego nr 2 nie zdarzyło się nigdy, żeby administracja szpitala podjęła decyzję o jakimś pryskaniu - jak to tutaj bywa czego nie widać i o czym zbyt głośno się nie mówi, nie jest żadnym problemem... Mieszkańcy radzili sobie każdy na swój sposób.

Przeczytaj cały artykuł  >>>>


12 grudnia 2012

Moje Jastrzębie, mój Śląsk... SPRZEDANE... I to już wasze zmartwienie...

czyli jak sprzedać coś, co się wciąż do sprzedaży nie nadaje... bo to tylko kłopot...

Nasz blok - w tle poprzedni właściciel Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 2 w Jastrzębiu

Aleja Jana Pawła II w Jastrzębiu Zdroju to jedna z głównych ulic miasta. Pomimo to niewiele tam się znajduje: prywatyzujący się właśnie, tonący w długach Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 2 (nie tak dawno odnowiony na zewnątrz za wojewódzkie pieniądze), nowa hala sportowa, nowa siedziba Jastrzębskiej Spółki Węglowej, największego jastrzębskiego pracodawcy (powstała na gruzach nigdy nie otwartego szpitala położniczego), jeden właśnie ocieplony blok należący do jednej ze spółdzielni i ... jeden najgorzej zarządzany i najgorzej utrzymany budynek w mieście.

Nietrudno go rozpoznać, wyróżnia się wybitnie na tle odnowionych budynków, wybitnie też wyróżnia się od innych budynków mieszkalnych w naszym pięknym mieście...

Przez lata zarządzany przez szpital, od pięciu i pół roku zarządzany przez Śląski Zarząd Nieruchomości w Katowicach, chociaż jeśli się przejść po bloku to można odnieść wrażenie, że nie ma kto nim administrować. Będąca na miejscu administracja szpitala zaniedbała ten blok, a 60 km jakie dzieli nas od obecnej administracji działa zdaje się jeszcze gorzej... Budynek niechciany, zaniedbany czekający stale, aż aktualnie zarządzający nim w końcu zrzucą ten ciężar ze swoich barków na czyjeś inne... Niech to nie będzie ich zmartwienie...

Przeczytaj cały artykuł  >>>>


23 listopada 2012

Moje Jastrzębie, mój Śląsk... po raz trzeci...

czyli jak wyrzucić pieniądze lokatorów na antenę, której nie ma...

Parę lat temu jedna z administracji bloków w Jastrzębiu-Zdroju zaproponowała swoim lokatorom, że może im umożliwić oglądanie kilkunastu programów telewizyjnych w ramach normalnej opłaty za antenę, czyli coś około 1,50 zł. Warunek: administracja wykłada pieniądze na zakup potrzebnego sprzętu, po czym wraz z opłatą za konserwację anteny ten wydatek zostanie jej zwrócony przez lokatorów w małych ratach - ostatecznie wyszło po 5zł miesięcznie przez okres jednego roku. Instalacja została założona, lokatorzy zadowoleni, ponieważ przybyło im programów. Mija rok od modyfikacji instalacji, opłata wraca do standardowego 1,50 zł za konserwację anteny. Dziś od czasu założenia tej instalacji w bloku mija bodajże sześć lat - lokatorzy wciąż płacąc podstawową opłatę za konserwację anteny (1,50 zł) oglądają kilkanaście programów dzięki złożeniu się przed laty na rozbudowę instalacji antenowej. W sumie opisana sytuacja to przecież nic nadzwyczajnego - administracja bloku dba o swoich lokatorów (w końcu właśnie za to dostaje pensję), lokatorzy otrzymują to za co zapłacili - wszyscy są zadowoleni...

A jak to wygląda w budynku należącym do Urzędu Marszałkowskiego województwa Śląskiego zarządzanym dziś przez Śląski Zarząd Nieruchomości w Katowicach? Prawie tak samo... Tylko, że to "prawie" robi bardzo dużą różnicę w przypadku Śląskiego Zarządu Nieruchomości i znowu zmienia wydawało by się prostą rzecz w absurd...

Przeczytaj cały artykuł  >>>>


6 listopada 2012

Moje Jastrzębie, mój Śląsk... po raz drugi...

czyli dekada zaniedbań szpitala - to nie nasza sprawa... przecież już nie cieknie...

Przeciekający kilkanaście lat dach - przerdzewiałe elementy konstrukcyjne, odpadające kawałki betonu

To nie jest tak, że nagle postanowiłem opisać zarządzanie tym budynkiem jako złe, po łebkach, na odczepnego. Przez wiele lat, kiedy przeciekał dach, kiedy przestawały grzać w środku zimy grzejniki uganiałem się za "specjalistami" ze szpitala - właściwie bez skutku. Do dyrekcji Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju trafiały pisma opisujące pogarszający się stan mieszkania - nie powodowało to zresztą żadnej reakcji - a co ciekawe do dziś na żadne z tych pism nie dostałem odpowiedzi. Przeciekający dach to skutek braku remontów tego bloku przez ponad dekadę, niesprawne grzejniki to wynik błędu działu technicznego (sam sposób naprawy "na przeczekanie" jest tak ciekawy, że poświęcę temu oddzielnie sporo czasu).

Kiedy budynkiem zaczął administrować Śląski Zarząd Nieruchomości w Katowicach miałem nadzieję, że tak profesjonalna (przynajmniej z nazwy) firma jest się w stanie wszystkim zająć w sposób profesjonalny. No cóż... Jeszcze w połowie 2011 roku starałem się po raz kolejny zwrócić uwagę administratora budynku na fakt, że przemarznięte, zalewane przez lata przy każdym deszczu ściany dziś nie stanowiące właściwie żadnej izolacji; na wciąż niesprawne i zawodne ogrzewanie oraz na skutki jakie te dwie rzeczy za sobą niosą. Usłyszałem tylko autorytatywne "przecież już nie cieknie" i "grzejniki to sprawa lokatora"... Jakakolwiek kolejna próba zwrócenia uwagi ponownie kończyła się tylko "przecież już nie cieknie" i "grzejniki to sprawa lokatora"... i kompletnym brakiem zainteresowania. A przecież wystarczy tylko podnieść głowę do góry, żeby zobaczyć jak potrafi wyglądać strop przez wiele lat zalewany przez wodę: przerdzewiałe elementy konstrukcyjne, odpadające kawałki betonu... I pomyśleć...

Przeczytaj cały artykuł  >>>>


31 października 2012

Moje Jastrzębie, mój Śląsk... po raz pierwszy...

czyli podkładka jest zawsze najważniejsza...

Czyż tak nie zaczyna powoli wyglądać lepiej, ładniej i przyjemniej? I czyż tak nie powinno już być dawno temu?

Oczywiście nawet nie śmiem sądzić, że zajęcie się tym zostało przyśpieszone dlatego, że cała sprawa została opisana na tej stronie i rozesłana na wiele emaili. Widocznie po wielu miesiącach czy wręcz latach w końcu ktoś uznał, że czas najwyższy się tym zająć...

Ciekawe, że w Jastrzębiu, w którym jest grubo ponad setka bloków mieszkalnych, żaden nie jest przykładem takiego "biurokratycznego" sposobu zarządzania - na papierku gra, w rzeczywistości, jeśli się spojrzy tam, gdzie administracja stara się nie patrzeć, to czasem włos się może na głowie zjeżyć...

Tylko, że takich "perełek" w tym budynku, którymi warto byłoby się jednak w końcu zająć jest znacznie więcej... I stąd też moje zaproszenie do spaceru: od piwnic po sam dach, nie zapominając o najbliższej okolicy...

Przeczytaj cały artykuł  >>>>


8 sierpnia 2012

Drzwi szeroko otwarte... Realna odpowiedź na realne potrzeby?

czyli prosta sprawa takie drzwi, jak sobie wiszą to niech wiszą...

Tu nawet drzwi stanowią historię wartą opisania

Kiedy się patrzy na bloki mieszkalne w Jastrzębiu - nawet te, które przez lata były uważane za zaniedbane i niszczone - to właściwie można powiedzieć bez przesady, że Jastrzębie jest ładnym i bardzo zadbanym miastem, gdzie się przyjemnie mieszka. Właściwie jedyny blok o którym można pisać źle nawet jeszcze nie wchodząc do niego to blok należący do 2007 roku do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2, a zarządzany dzisiaj przez Śląski Zarząd Nieruchomości w Katowicach.

Wręcz można powiedzieć, że mieszkańcy tego budynku odwiedzając kogoś na jakimkolwiek osiedlu w Jastrzębiu przeżywają się swojego rodzaju szok kulturowy... Żaden inny blok w Jastrzębiu nie ma prywatnego wysypiska śmieci, do żadnego nie wchodzi i nie wchodziło się nigdy po rozpadających się schodach, w żadnym też nie można oglądać... wiszących drzwi.

Właściwie to nie wiem: czy śmiać się czy płakać przy okazji kolejnego (ale z całą pewnością nie ostatniego) opisu niefortunnych zdarzeń w tym budynku - i chociaż to znowu prosty i zapewne niezamierzony błąd, sposób jego rozwiązania i czas w jakim to się rozciąga znowu zadziwia.

Przeczytaj cały artykuł  >>>>